czwartek, 17 stycznia 2019

ORGANICZNY KOKTAJL REGENERUJĄCY DO TWARZY NATURALIS ORGANIC

Witajcie!
Wybór kosmetyków w tym momencie jest bardzo duży. Producenci przekonują nas o ich cudownych właściwościach . Jedne się sprawdzają -inne nie koniecznie. Czasem jest tak że kosmetyk owszem sprawdza się,spełnia swoją funkcje ...ale strach patrzeć na skład. NATURALIS jest marką która w swej ofercie ma wyłącznie kosmetyki pochodzenia naturalnego.Linia ORGANIC są to kosmetyki ze składników pochodzących z farm ekologicznych. W ich składzie na pewno nie znajdziemy parabenów,silikonów,sztucznych barwników czy też alkoholu.




Niepozorna tubka o pojemności 50ml,wykonana z miękkiego plastiku co umożliwia nam wydobycie odpowiedniej ilości kremu jak i zużycie go do samego końca.  Prosta nie rzucająca się w oczy szata graficzna. Niestety do zdjęć nie dotrwał kartonik ,na którym znajdują się wszystkie ważne informacje.

Sam koktajl jest białej barwy. Jego konsystencję określiłabym jako gęstą i treściwą. Przy pierwszym użyciu sama konsystencja mnie zdziwiła gdyż koktajl kojarzy mi się bardziej z lekkością,delikatnym kremikiem na lato. Pomimo gęstej konsystencji koktajl ORGANICZNY NATURALIS bardzo łatwo rozprowadza się na skórze. Sprawdzi się zarówno przy wieczornej pielęgnacji jak i nie sprawi nam kłopotu używając go jako "bazę" pod makijaż. Nie powoduje rolowania się podkładu ani nie skraca jego żywotności.Duży plus dostaje za szybkie wchłanianie jak i brak tłustego,czy też lepkiego filmu. Zapach to coś co w tym kosmetyku nie pasuje. Określiłabym go jako plastikowy. Szczęście jednak jest takie że zapach ten nie utrzymuje się na skórze. Zaraz po jego nałożeniu po zapachu nie ma śladu.


Przejdźmy do tego co najważniejsze-działanie!
Zacznijmy od nawilżenia które jest nienaganne. Bardzo dobrze radzi sobie z suchą skórą,miejsca przesuszone również są mu niestraszne. W szybki sposób szorstką skórę zmienia w delikatne,gładkie miejsce.Dobrze radzi sobie z podrażnieniami,czy też drobnymi rankami. W przyjemny sposób łagodzi i przyśpiesza proces gojenia. Sprawdzi się również u osób z cerą naczyńkową. Przy regularnym,codziennym stosowaniu wzmacnia naczyńka,a te które są popękane łagodzi. Skóra twarzy w szybkim czasie odzyskuje blask,zdrowy wygląd. W dotyku staje się delikatne oraz gładka. Nie zauważyłam jego działania w kwestii zmarszczek-gdyż jeszcze ich nie posiadam.


INFORMACJE OD PRODUCENTA:
Organiczny koktajl zawiera aktywne składniki, które zapobiegają powstawaniu zmarszczek oraz zapewniają specjalistyczne działanie naprawcze. Stosowanie produktu zapewnia efekt nawilżenia i ujędrnienia skóry, nadając skórze długotrwałe uczucie jedwabistej gładkości. Kosmetyk ten pozwala zachować skórze młodość na dłużej, intensywnie regeneruje, odżywia, pobudzając syntezę kolagenu. Wygładza oraz uelastycznia, nadając skórze miękkość, blask oraz witalność.

Składniki aktywne, występujące w kosmetykach z inni Naturalis Organic to:
Roślinne komórki macierzyste – opóźniają procesy starzenia. Pomagają w regeneracji skóry, dzięki nim skóra nieustannie odradza się i odbudowuje.
Olej Canola – łagodzi podrażnienia, napina i wygładza skórę.
Olej z brązowego ryżu – utrzymuje równowagę skóry, przyspiesza podziały komórkowe, powstrzymuje procesy starzenia.
Mleczko z ostropestu – ma silne działanie liftingujące, wypełnia drobne zmarszczki i intensywnie nawilża. Wpływa na procesy regeneracyjne skóry.
Masło shea – dogłębnie nawilża i ujędrnia.
Witamina C – stymuluje syntezę kolagenu, zwiększa gęstość skóry właściwej, spłyca drobne zmarszczki. Rozjaśnia skórę.
Witamina E – działa antyoksydacyjnie, wspomaga utrzymanie elastyczności i młodego wyglądu skóry.
Woda oczarowa – wzmacnia naczynka krwionośne, działa ściągająco i łagodząco.
 ZNACIE KOSMETYKI TEJ MARKI? TEN KOKTAJL?

wtorek, 15 stycznia 2019

BIELENDA BALSAM DO UST JUICY JELLY EXOTIC PINEAPPLE

Witajcie!
Pomadka do ust w okresie zimowym jest czymś nieodłącznym. Nie przepadam za kolorowymi ustami-raczej stawiam na naturalność w tej kwestii. BALSAM JUICE JELLY otrzymałam na spotkaniu blogerek. Długo leżała w szafce zakopana nim przyszła jej kolej. 


Szata graficzna bardzo kolorowa. Dużo na niej wszystkiego. Patrząc na ten balsam pierwsze co przychodzi mi do głowy to lato.Słońce dopieszczające nasze ciało i owoce,pięknie dojrzałe,słodkie. Ananas schłodzony,przynoszący nam ochłodę w największe upały! I taki jest też zapach i smak. Ananasowy! Chwilami nie zawsze udaje się powstrzymać przed zlizaniem balsamu z ust.


Balsam zamknięty w tubce. Aplikujemy go przez wyciśnięcie odrobinki. Powiem szczerze że nie do końca przepadam z tą formą aplikacji gdyż nigdy nie wiem ile balsamu wycisnęłam. Tym bardziej że w początkowej fazie balsam JUICY JELLY jest bezbarwny. Opisać kolor w tym przypadku jest nieosiągalne, gdyż u każdego kolor może być inny. Nawet i u mnie on za każdym razem osiąga inna barwę . Raz kolor przechodzi w stronę czerwieni a kolejnym razem jest to róż. Balsam pozostawia bezbarwną błyszczącą warstwę,która jest pięknym wykończeniem. Dużym plusem jest to że balsam wnika w naskórek i utrzymuje się kilka godzin pomimo jedzenia czy picia. Błyszcząca powłoka może szybko znika ale kolorek zostaje. Tak jak zapewnia producent,balsam nie podkreśla suchych skórek.Również nie lepi się,wręcz jest na ustach niewyczuwalny.  Pozostawia za to wrażenie pełniejszych,większych ust. Dba również o ich nawilżenie,
które w tym okresie jest podstawą .


INFORMACJE OD PRODUCENTA:
Balsam do ust Juicy Jelly skutecznie pielęgnuje i nawilża naskórek ust, likwidując uczucie spierzchnięcia, ściągnięcia i suchości. Zawartość zmiękczających i odżywczych olejów: babbasu, awokado i ze słodkich migdałów. Działa zmiękczająco i wygładzająco na delikatny naskórek, zabezpieczając go przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Usta odzyskują naturalną gładkość, elastyczność, właściwe nawilżenie i zdrowy wygląd. Atrakcyjny intensywny różowy odcień oraz cudowny tropikalny zapach uczyni stosowanie przyjemnym, a Ty zakochasz się w nim od pierwszej aplikacji.


SKŁAD:
Hydrogenated Polyisobutene,Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond ) Oil,
  • C12-C15 Alkyl Benzoate,
  • Polyamide-8,butyrospermum Parkii (Shea Butter),
  • Ethylhexyl Stearate,
  • Orbignya Oleifera Seed Oil,
  • Polyglyceryl-3 Diisostearate,
  • Silica Dimethyl Silylate (Nano),
  • Persea Gratissima (Avodo) Oil,
  • Caprylic/Capric Triglyceride,
  • euphorbia cerifera (candelilla wax),
  • Pentaerythrityl Tetra-di-t-butyl Hydroxyhydrocinnamate,
  • Parfum (Fragrance),
  •  
  • Benzyl Alcohol,
  • Limonene,
  •  
  • CI 45410




niedziela, 13 stycznia 2019

ARGAN NATURALNE CZARNE MYDŁO MAROKAŃSKIE POD PRYSZNIC

Witajcie!
O czarnym mydle zapewne słyszała nie jedna z Was ,część z Was zapewne już go testowała.Jedni bardzo lubią inni nie przepadają .Do mnie ta buteleczka przybyła z jednego ze spotkań blogerek. Nie ukrywam że długo się do niego przekonywałam .



Skład żelu oparty jest na naturalnym czarnym mydle SAVON NOIR.Tradycyjna marokańska  metoda wytwarzania z czarnych oliwek oraz oleju oliwnego. Warto pamiętać by przed użyciem wstrząsnąć. Przy pierwszym podejściu do tego kosmetyku tego nie zrobiłam i polała się sama czarna woda. Dla tych którzy obawiają się że pół łazienki będzie ubrudzone na czarny kolor-spokojnie nic takiego nie ma miejsca. Mydełko to jest całkowicie niebarwiące.


Zapach jest istnie oliwkowy. Bardzo przyjemny,świeży ,naturalny zapach. Sam zapach sprawia że prysznic staje się o wiele przyjemniejszy. Barwa mydełka może być różna od ciemno zielonej po ciemno brązową-jest to uzależnione od stopnia dojrzałości oliwek.Mydełko to w kontakcie z wodą tworzy kremową delikatną pianę,która bezproblemowo rozprowadza się po skórze .


Czarne mydełko działa jak naturalny peeling enzymatyczny,w delikatny sposób złuszcza martwy naskórek, wspomaga detoksykację ,komórek. Mydełko to możemy stosować codziennie zarówno do całego ciała jak i do twarzy. Czarne mydło oczyszcza pory jak i reguluje wydzielanie sebum.


Jak przy zwykłych żelach się tego nie spodziewam tak przy mydełku tym skóra staję się wygładzona,zmiękczona,nawilżona(!!!) oraz dogłębnie odżywiona.Obecność oleju arganowego wpływa na złagodzenie podrażnień ,dba o nawilżenie jak i chroni przed przedwczesnym starzeniem się skóry.


Skóra po prysznicu staje się wyjątkowo gładka i miękka w dotyku . Warto wspomnieć również że SAVON NOIR jest bogaty w minerały takie jak : magnez,krzem,potas,wapń,żelazo, glin,miedź,lit,cynk. Króciutki przejrzysty skład jak i cena ok 20zł zachęcają do tego by chociaż raz sięgnąć. A może i wy się w nim zakochacie?? :)



STOSUJECIE CZARNE MYDŁO? LUBICIE?

piątek, 11 stycznia 2019

LISAP MILANO ESCALATION SZAMPON PODKREŚLAJĄCY KOLOR

Witajcie!
U mnie włosy zawsze były niereformowalne . W okresie zimowym nasila się to jeszcze bardziej. Wypadają,są przesuszone, a o plątaninie po ich umyciu lepiej nie wspominać -jak z najgorszego horroru! Kosmetyki do ich pielęgnacji przez to mają bardzo trudne zadanie. Sięgnęłam po szampon LISAP ESCALATION bez jakiś większych nadziei ,chciałam tylko by nie pogorszył ich stanu.




Szampon znajduje się w bardzo ładnym opakowaniu o pojemności 175ml. Szata graficzna minimalistyczna co podoba mi się jeszcze bardziej. Szampon dodatkowo zapakowany w kartonik na którym znajdziemy wszystkie potrzebne informacje.


Konsystencja szamponu jest dosyć rzadka co może wprowadzić nas w błędne myślenie, że jego wydajność będzie kiepska. Nic bardziej mylnego! Wystarczy niewielka ilość szamponu do dokładnego oczyszczenia włosów  jak i skóry głowy.


Jego Zapach! Trafił  idealnie w mój gust. Jest to połączenie zielonej herbaty i grapefruita . Świeży pobudzający zapach.Nie wyczuwam w nim chemicznych nut. Dosyć długo utrzymuje się na włosach co uważam za dodatkowy plus.


Dla dziewczyn które unikają SLS ,SLES,Parabenów,oraz silikonów-to idealna propozycja dla Was. Jeżeli dodatkowo farbujecie włosy-no musicie go spróbować. Szampon ten dodatkowo dba o trwałość włosów farbowanych,czy też z pasemkami.


Czy moje włosy go polubiły? TAK! Ułatwia w dużym stopniu rozczesywanie -a na tym mi najbardziej zależało. W ostatnim czasie po myciu włosów zastanawiałam się czy nie sięgnąć po maszynkę męża i nie ogolić się do łysa ;) Po myciu tym szamponem ciesze się że jednak nie sięgnęłam po tak drastyczne środki ;) Włosy dodatkowo stały się o wiele milsze i gładsze w dotyku. Dodatkowym plus że nie powoduje ich puszenia a w przyjemny sposób je dociąża.


INFORMACJE OD PRODUCENTA:
Delikatny szampon, którego zadaniem jest wzmocnienie, ochrona, wydłużenie oraz uwydatnienie koloru I refleksów. Bogaty w naturalne ekstrakty: proteiny owsa, olej rzepakowy, ekstrakt z zielonej herbaty, olej makadamia, wyciąg z mandarynki i grapefruita, brzoskwini oraz moreli. Specjalna formuła wspomaga rozczesywanie i wygładza, a zawarte w niej składniki chronią przed działaniem czynników zewnętrznych. Nie zawiera SLS, SLES, parabenów oraz silikonów.


STRONA PRODUCENTA:>>>KLIK<<<
FANPAGE: >>>KLIK<<<
INSTAGRAM>>>KLIK<<<

niedziela, 6 stycznia 2019

B.E.ROUTINE CAT'S CASTLE HANDCREME FLOHCHEN LOVES CUPCAKES

Witajcie!
Moje dłonie to moja zmora. Byle nawilżenie im nie wystarczy, Przy zbyt słabym nawilżeniu w błyskawicznym tempie stają się przesuszone i pękają .Sprawiając przy tym nie mały ból. Z tego też powodu kremy u mnie osiągają denka bardzo szybko. 



Krem ten kupiłam ze względu na śliczne fikuśne opakowanie z pięknym, rudo-białym kotem. Standardowa tubka o pojemności 75 ml.Całe opakowanie kojarzy mi się z farbą olejną -zapewne jest to spowodowane podobną zakrętką. 


Warto podkreślić fakt że jest to kosmetyk wegański. Krem ten możemy dostać w 3 wariantach zapachowych.
--Charly`s Wild Mojito (mojito)
-Charlotta´s Rosegarden (różany ogród)
- Flöhchen loves Cupcakes (babeczki)


Mój wybór obecnie padł na Babeczki -ten kotek jakoś najbardziej mi się spodobał .Sam zapach jednak do opisu jest ciężki. Bardzo mi coś przypomina ale nadal nie mogę sobie przypomnieć co. Wyczuwam w nim babeczki,troszkę cynamonu. Gdzieś raczkuje truskawka z różą. Mieszanka ta tworzy bardzo fajną całość-na tyle że co chwilę wącham ręce ;) Sam zapach towarzyszy nam przez pewien okres czasu. 


Konsystencja kremu jest dość rzadka i troszkę tłusta. Dzięki czemu fajnie rozprowadza się go na skórze. Takie konsystencje najbardziej lubię. Bardzo szybko się wchłania,nie pozostawiając po sobie żadnego tłustego ani też lepkiego filmu. 


A co z działaniem? Z moimi dłońmi sobie radzi więc zasługuje na medal ;) Utrzymuje moje dłonie w dobrej kondycji. Wszelkie szorstkości bardzo przyjemnie łagodzi i pozostawia gładką i miękką skórę . Na pewno będę chciała wypróbować resztę kremów z tej serii. Mojito jak i różany ogród muszą mieć również piękny zapach! 

sobota, 5 stycznia 2019

CATRICE HD LIQUID COVERAGE FOUNDATION

Witajcie!
Podkład ten w ekspresowym tempie stał się hitem blogosfery. Naczytałam się i nasłuchałam o nim bardzo wiele pochlebnych opinii.Na tyle mnie one zaciekawiły że sama zapragnęłam go mieć. W Polsce niestety półki świeciły pustką w jasnych kolorach gdyż rozchodził się jak świeże bułeczki . W końcu udało mi się go zdobyć . Czy faktycznie jest tak dobry czy mocno przereklamowany? 


Co mówi o Nim Producent??
 Druga Skóra. Podkład HD Liquid Coverage to wygładzona cera z efektem “high definition”. Wyjątkowo lekka formuła, którą aplikuje się pipetą, oferuje wysokie krycie i utrzymuje się na skórze do 24 godzin.  Cera wygląda nieskazitelnie, a przy tym naturalnie, podkładu nie czuć na skórze. Skóra jest gotowa na światła jupiterów i bycie w centrum kamery!
Pojemność: 30 ml


MOJA OPINIA:
Opakowanie szklane,solidne prezentujące się surowo i minimalistycznie. Aplikatorem-pipetką możemy dozować odpowiednią ilość produktu na pokrycie całej twarzy . Bardzo lubię tą formę gdyż uważam ją za bardziej higieniczną . Formuła "Catrice HD Liquid Coverage FoundationJest mocno wodnista,wręcz lejąca. Jednak ze względu na mocno skoncentrowane pigmenty jest bardzo wydajna. Podkład doskonale stapia się ze skórą. Do aplikacji jednak polecam gąbeczkę. Przy użyciu pędzla czy też szczoteczki nie uzyskamy takiego efektu.Warto też pamiętać by nie nałożyć od razu grubej warstwy gdyż w bardzo szybkim czasie się zważy .  Plusem jest fakt że kosmetyk ten nie pozostawia smug. 


Kolejną rzeczą której nie da się pominąć jest doskonałe krycie które jesteśmy w stanie stopniować do pełnego.Wykończenie jest matowe i na mojej skórze wygląda ono dosyć sucho. Jednak przy pełnym makijażu -prześwietlaczem i bronzerem odczucie to zanika. Podkład ten występuje tylko w 4 odcieniach co uważam za jego spory minus.



Obecnie posiadam dwa jego odcienie 020 ROSE BEIGE . Który zakupiłam jako pierwszy. Niestety w okresie zimowym jest on dla mnie za ciemny. Dosyć mocno się utlenia i ciemnieje. Odcień 010 LIGHT BEIGE który jest najjaśniejszy bardzo fajnie dopasował się do mojej karnacji. Problem jednak będą miały osoby bardzo blade dla których nawet ten podkład będzie za ciemny. 


Podsumowując jest to podkład wart uwagi -jeżeli tylko dopasujecie do siebie odpowiedni odcień. Podkład bardzo ładnie wygląda na twarzy,wyrównuje koloryt,możemy zbudować spore krycie. Nie pozostawia smug.Kluczową rolę przy tym podkładzie odgrywa pielęgnacja twarzy jak i jego aplikacja. Przenosi się to na jego trwałość. 

MACIE TEN PODKŁAD?CO O NIM MYŚLICIE? 

piątek, 4 stycznia 2019

BALEA -Żel pod prysznic HIMBEERE&LIMETTE

Witajcie!
W Polsce moją słabością były żele pod prysznic ISANA . Porównywałam je zawsze do żeli BALEA. Zawsze polowałam na limitowane edycje zapachowe gdyż większość była rewelacyjna. Teraz w mojej łazience Isana ustąpiła miejsca Balei. 



 Żele Balea zna zapewne każda z Was. Cecha charakterystyczną dla wszystkich tych produktów są mocno wpadające w oko, żywe ,energetyczne opakowania. Z Żelem HIMBEERE&LIMETTE nie jest inaczej.Piękna szata graficzna przyciągająca wzrok świeżością i kompozycją dobranych owoców.  



Żel posiada standardowe opakowanie o pojemności 300ml. Opakowanie nie tylko ładnie wygląda ale również jest poręczne i nie wypada z dłoni. Zamykanie na "klik"Największym zaletą żeli BALEA jest na pewno ich zapach. HIMBEERE&LIMETTE to zapach który znów przywołał wspomnienia dzieciństwa. Pachnie mi herbatą z sokiem malinowym domowej roboty. Kiedy po śnieżnych zabawach zmarznięci wracaliśmy do domu-to właśnie wtedy herbata miała ten wyjątkowy zapach. Pomimo że w okresie zimowym często sięgam po herbatę z sokiem-to już nie jest to ;)Długo szukałam w pamięci tego zapachu-wiedziałam że jest on mi dobrze znany. 



Konsystencja jest również jak najbardziej na plus,Jest kremowa,średnio gęsta. Bardzo dobrze się pieni,fajnie rozprowadza po skórze -zarówno ręką jak i przy użyciu gąbki -co przekłada się na wydajność.Żel spełnia swoje zadanie,oczyszcza skórę,nie wysusza jej,nie podrażnia. 


LUBICIE ŻELE BALEA?

środa, 2 stycznia 2019

GRUDNIOWE DENKO

Witajcie!
Pora na porządki i pożegnanie starego roku, pustych opakowań i zaczęcie zbierania nowych :D Jestem z siebie dumna gdyż udało mi się zużyć kosmetyki które już dłuższy czas u mnie zalegały. Nie przedłużając Zapraszam do czytania :)

KUPIĘ PONOWNIE
MOŻE KUPIĘ
NIE KUPIĘ


 Na pierwszy rzut pójdą produkty do pielęgnacji włosów.
Farba PALETTE INTENSIV CREME COLORATION -
 Dopiero po zakupie zorientowałam się że kupiłam dwa różne odcienie. Czystą czerń i czerń z niebieskim wykończeniem. Po zmieszaniu tych farb nie zauważyłam jednak żadnej różnicy. Na duży plus zasługuje fakt że farbę bez problemu domyjemy ze skóry .W moim przypadku wypadki z brudnym czołem,uchem zdarzają się często ;)
LOTON, DWUFAZOWA REGENERUJĄCA Z PŁYNNYM JEDWABIEM- 
odżywka o bardzo fajnym zapachu. Fajnie ułatwia rozczesywanie włosów,nadając im przy tym gładkości oraz objętości-jednak ja bardziej szukam czegoś co je wygładzi.
GARNIER FRUCTIS MEGA OBJĘTOŚĆ 48H-
 fajny zapach,stosunkowo gęsta konsystencja.Fajnie oczyszcza skórę głowy.I to tyle. Niczego pozytywnego nie wniósł.
ANTHYLLIS BALSAMO PER CAPELLI-
Nie wiem jak to się stało ale odżywka ta na swoją kolej czekała od marca! Bardzo fajna odżywka wygładzająca . Rozczesywanie włosów po jej użyciu nie było żadnym problemem. Dodatkowo fajnie dociążała włosy.Przyjemny nie chemiczny zapach. Jedyny minus że bardzo szybko się skończyła.
OLEJEK MAKADAMIA 100% MARION-
Stosowałam go na włosy ,dokładnie mówiąc na końcówki. Moje włosy jednak nie przepadają za tymże olejkiem bo im bliższa byłam denka tym wydawało mi się że końcówki mam coraz bardziej suche. 

HAPPY MELON-SORBET , TREACLEMOON- 
W kwestii balsamów do ciała ten że o to przyjemniaczek zajął pierwsze miejsce w ostatnim czasie.Piękny intensywny zapach długo utrzymujący się na skórze . PEŁNA RECENZJA ->KLIK
QUIN SILCARE DWUFAZOWY PEELING SOLNY DO CIAŁA I DŁONI- 
Peeling bardzo fajnie się prezentuje. Zapach jak przystało na markę SILCARE jest rewelacyjny . Jednak sam Peeling mnie sobą zmęczył. Sól bardzo szybko się rozpuszcza a skóra pozostaje mocno tłusta . Nie jest to nawilżenie które wystarczyłoby na tyle by nie stosować po nim balsamu .Tak samo jest jeżeli chodzi o martwy naskórek. Mam wrażenie że peeling ten jedynie go muska a nie zdziera.
VATIKA DERMOVIVA SANDALWOOD-
Rozświetlający peeling do twarzy z olejkiem sandałowym. Niestety nie zauważyłam ani rozświetlenia,ani dobrego oczyszczenia. Peeling ten miałam już od wieelu miesięcy i w końcu dobiłam dna! Zmęczył mnie zarówno swoją konsystencją jak i dosyć mocnym drażniącym zapachem .
ŻEL POD PRYSZNIC DUSCH DAS 
-Dosyć gęsty żel o bardzo przyjemnym słodkawym zapachu. Fajnie wyczuwalna brzoskwinia i gdzieś w tle czuć raczkującą truskawkę . 
LADY SPEED STICK-
Niezmiennie jest to mój nr 1 w tej dziedzinie :)

 LAVERA ŻEL DO MYCIA TWARZY-
Całkiem niedawno Wam o nim pisałam. Bardzo fajnie oczyszcza i jest przy tym bardzo delikatny dla naszej skóry. Bardzo przyjemny skład. Jedyny minus to słabo wydajny .PEŁNA RECENZJA->KLIK
GARNIER PŁYN MICELARNY 3w1 - 
To jeden z moich ulubieńców , świetnie oczyszcza, bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem oczu i nie podrażnia ich przy tym.
BALEA-FEUCHTIGKEITS KONZENTRAT-
Bardzo fajnie wpłynął na zaczerwienienia jak również na nawilżenie. PEŁNA RECENZJA -> KLIK
 TRIND EXFOLIATING HAND SCRUB- 
Nie wiem czy do mnie trafił wadliwy produkt czy "ten typ tak już ma" Jednak nie będę ryzykować. Zainteresowanych odsyłam do PEŁNEJ RECENZJI -> KLIK
A-DERMA CREME EMOLLIENTE-
 Bardzo przyjemny krem ,szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie tłustego ani też lepkiego filmu. Dostarcza fajnego nawilżenia i pozostawia skórę miękką i gładką.
URIAGE EAU THERMALE-
 Krem ten stosowałam na noc. Wchłania się dużej od poprzednika i pozostawia po sobie tłusty film. Jednak fajnie koi przesuszoną skórę z jaką się borykam. 
ISANA CREAM PEACH-
 Bardzo fajnie pachnąca pianka . Zapach istnie brzoskwiniowy. Nie przesusza skóry ,fajnie ją oczyszcza. Jednak im bliżej denka tym bardziej zapach wydawał się męczący. 

 PALETKA REVOLUTION-
Bardzo lubię ich paletki jednak ta paletka nie była trafiona pod względem kolorów. Swoje już odsłużyła -nawet nie wiem od kiedy jest ze mną. Z każdym razem nadszedł czas by się z nią pożegnać :)Zapewne zakupie tą serię tylko w innych kolorach. 
REVOLUTION PRO HD SMOKY EYELINER-
 Niestety przygoda tej kredki jest tragiczna. Jeszcze przed testami została połamana. Nie wiem czy trafił mi się uszkodzony egzemplarz czy sprawiła to moja nieumiejętność. Każda próba wysunięcia jej kończyła się niewypałem. Kiedy w ruch poszły kombinerki...skończyło się to już marnie dla kredki 
MAX FACTOR FACE FINITY 3W1-
 W ostatnim czasie podkład ten awansował na ulubieńca. Bardzo fajne krycie,bez efektu maski ,Trwałość również zasługuje na pochwałę. Bardzo fajnie wtapia się kolorystycznie w kolor skóry.
LOTS OF LASHES MASCARA - 
 Niestety u mnie jest to totalny niewypał. Nie przedłuża rzęs ,nie pogrubia nie podkręca, jedynie nadaje im czarnego koloru i lubi się kruszyć. Po 3 podejściach ląduje w koszu.
BŁYSZCZYK 
Który nawet nie wiem jakiej jest firmy i od kiedy jest ze mną ląduje w koszu gdyż go nie używam ,nie mogę się również dopatrzeć daty ważności.
POMADKA INGRID- 
Dostałam ją na spotkaniu blogerek i nie jest to mój kolor. Ostatnio kiedy próbowałam się do niej przekonać okazało się że nie przyjemnie stwardniała przez co wylądowała w denku.
KOBO BAZA POD CIENIE-
Jak dla mnie niezawodna baza która przedłuża żywot makijażu jak również wyciąga głębie koloru. 

 MASECZKA WHITE TEA BEAUTY FACE-
 bardzo fajna maska w płacie. Skóra po niej staje się odżywiona,rozświetlona i nawilżona. Zmniejsza widoczność porów. Na pewno jeszcze nie raz u mnie zagości.
MASECZKI MARION ZŁUSZCZAJĄCA, LIFTINGUJĄCA
.Sa świetne! liftingująca wygładza naszą skórę,ujednolica jej koloryt ,pozostawia ją gładką i delikatną . Zmniejsza widoczność porów. 
PŁATKI KOLAGENOWE BEAUTY FACE- 
Jedno z opakowań zdążyło się już przeterminować ,drugie zdążyłam zużyć . W moim odczuciu nie robią one nic. Nie zauważyłam żadnej różnicy. Może przy regularnym stosowaniu zaczęłoby się coś dziać .


 MARION CHUSTECZKI DO DEMAKIJAŻU
Bardzo fajne ,super zapach PEŁNA RECENZJA -> KLIK
NAWILŻAJĄCE CHUSTECZKI CLEANIC-
Bardzo je lubię za rewelacyjny zapach. Zarówno te jak i różową wersję.
AVEO FRUCHTEZAUBER-
 Świetna sól do kąpieli o genialnym intensywnym zapachu. pisałam o niej na instagramie :)
TERRA NATURI - 
Świetny umilacz kąpielowy o pięknym wiosennym zapachu .
W Końcu również zaczęłam zużywać próbki których mam caaaaały koszyczek. Zawsze o nich zapominam i tak się zbieraają i zbieraaają :) 
JAK U WAS WYPADŁO GRUDNIOWE DENKO??

poniedziałek, 31 grudnia 2018

TRIND EXFOLIATING HAND SCRUB

Witajcie!
 TRIND Cosmetics to holenderska marka specjalizująca się w produktach do innowacyjnej i naturalnej pielęgnacji między innymi  paznokci,skórek jak i dłoni.Styczność z tą marką mam po raz pierwszy i chyba po raz ostatni. Nie wiem czy trafił do mnie jakiś trefny egzemplarz czy ten kosmetyk tak już ma.


INFORMACJE OD PRODUCENTA:
 TRIND Exfoliating Hand Scrub jest peelingiem złuszczającym zawierającym kryształki cukru, które usuwają stare komórki naskórka, pozostawiając skórę idealnie gładką. Jest to peeling z masłem shea, olejem z nasion słonecznika i wyciągiem z lotosu. Składniki te stymulują proces oczyszczania, uspakajają i relaksują skórę.


MOJA OPINIA:
Peeling zamknięty w tubce o pojemności 75ml. Nie wiem czy jest to normalne ale jeszcze przed otwarciem tubka była dosyć mocno wklęśnięta. Zapach przeciętny. Wyczuwalne są nuty masła shea,ale  zapach określiłabym jako plastikowy-sztuczny. . Przed użyciem należy wstrząsnąć gdyż wytrąca się olej z nasion słonecznika.W pierwszej chwili po wydobyciu scrub wydawał mi się naprawdę ok. Jest mocno gęsty, ma bardzo dużo drobinek cukru przez co wydawałoby się że spisze się super. 


Problem zaczyna się w chwili gdy chcemy już go zmyć. Drobinki bardzo szybko znikają a na dłoniach pozostaje biała maź-której zmycie graniczy z cudem. Spotykam się z taką sytuacją pierwszy raz. Nie jest to za sprawą daty gdyż pierwsze co sprawdziłam to właśnie datę .Miałam do niego trzy podejścia -na sucho,na mokro-próbowałam zmyć zarówno ciepłą jak i zimną wodą....ewidentnie coś tu nie gra.


Miałyście go?? Trafił mi się zepsuty egzemplarz czy u Was było tak samo?  

środa, 26 grudnia 2018

Święta Święta-i po świętach!

Witajcie!

Jak to się mówi-Święta,święta i po świętach. Te święta obfitowały u mnie  sporą ilością nowości! Są to po pierwsze,pierwsze święta spędzone poza krajem. Święta dla każdego są czymś innym,każdy obchodzi je inaczej. Dla mnie czas ten jest magiczny,to czas kiedy możemy całą rodziną złożyć sobie życzenia,i usiąść do jednego pięknie przystrojonego stołu .Do pełni szczęścia brakowało tylko śniegu za oknem.




Wigilijna kolacja była bogata w Polskie tradycyjne potrawy. Był między innymi  przepyszny barszczyk z uszkami,krokiety,kompocik z suszonych owoców.Była również pyszna kapusta jak i groch.  Oczywiście nie mogło zabraknąć również karpia. Tu pojawiło się moje pierwsze zaskoczenie. Mianowicie fakt że karp może być dobry! Że karp może naprawdę posmakować. Zazwyczaj od karpia odrzucał mnie smak mułu -którego tym razem nie czułam w ogóle. No był po prostu pyszny!


Do deseru nikt nie dotrwał :D Był również czas na rozpakowanie prezentów które czekały już pod choinką . W tym roku musiałam być wyjątkowo grzeczna! Dostałam między innymi cudowny kubeczek z mopsikiem. Pojawiło się również coś do pielęgnacji ciała(recenzja zapewne wkrótce się pojawi :D) Jak i drewniane dekoracje-którym miejsce już znalazłam ,potrzeba tylko wbić gwoździki :D. 



Drugi dzień świąt to już była całkowita nowość dla moich kubków smakowych. Jak podczas Wigilii, Nasze tradycje i potrawy mogła poznać osoba dla której było to nowością ,tak dzięki Niemu ja miałam okazję poznać kuchnię Libańską-co z kolei dla mnie było całkowitą nowością. W drugi dzień świąt "czapeczkę szefa" kuchni objął przyjaciel rodziny z Libańskimi korzeniami. 







Liban – państwo w zachodniej Azji, nad Morzem Śródziemnym graniczące z Syrią i Izraelem.to niewielkie państwo na Bliskim Wschodzie oferuje ogromny wachlarz orientalnych smaków. Dania pochodzące z tego kraju podbijają już cały świat – ponoć nie ma metropolii, w której nie byłoby choć jednej restauracji libańskiej.
Ze względu na ciepły klimat królują tutaj owoce, przede wszystkim granaty, pomarańcze, banany czy daktyle, ale także warzywa, strączki (ciecierzyca, soczewica) oraz zboża – głównie pszenica. Z mięs jagnięcina i baranina. Libańczycy do wielu potraw (nawet do ziemniaków czy ryżu!) spożywają płaskie pieczywo – gorący chlebek typu pita, który posypują zatharem – mieszanką przypraw charakterystyczną dla tego regionu świata. Zathar łączy w sobie aromaty prażonego sezamu, suszonego tymianku oraz sumaku, występuje często w akompaniamencie oliwy. W prawdziwej uczucie libańskiej nie może zabraknąć również mezze, czyli przystawek. Oprócz wspomnianego pieczywa w skład mezze wchodzą sałatki, pasty, sosy, placki i… liście winogron. Z sałatek najpopularniejsze są fattoush i tabbouleh. Ta pierwsza składa się ze świeżych warzyw takich jak pomidory, ogórki, oliwki, papryka, sałata i cebula dymka, mięty oraz grzanek i sosu. Tabbouleh zaś to odświeżające połączenie kaszy pszennej bulgur z posiekaną pietruszką, miętą, pomidorami i młodą cebulką.Libańczycy najchętniej jadają jagnięcinę podawaną na wiele sposobów. Warto zaznaczyć, że na Bliskim Wschodzie hodowany jest inny gatunek baranów, ponadto zwierzęta wypasają się na pastwiskach, gdzie cały rok rośnie świeża trawa. Zapewne z tych powodów trudno odtworzyć libańskie dania z jagnięciny w polskich warunkach. Znany jest tu także drób i wołowina, wieprzowiny unika się z powodów religijnych. Mimo dostępu do Morza Śródziemnego, baranina jest o wiele częściej spożywana niż ryby. Narodowym daniem Libańczyków jest kibbeh nayi, czyli tatar z surowego mięsa jagnięcego lub koziego z kaszą bulgur, orzeszkami piniowymi, zatatem i oliwą, który podaje się z czosnkowym sosem jogurtowym i pitą. Popularne są także szaszłyki z grillowanym mięsem oraz kofty – płaskie, pieczone kotleciki z mięsa wołowego lub baraniego połączonego z kolendrą i cebulą.


Dziś miałam okazję spróbować przepysznej sałatki -tabbouleh. Jej popularność możemy porównać do naszej tradycyjnej jarzynowej . W smaku króluje natka pietruszki,mięta,jak i cytryna. Smak jest niesamowity. Nie jestem go w stanie do niczego porównać -nie da się. Sałatka ta jest bombą witaminową. Nie bez powodu czytałam że dieta libańska jest uznawana na najzdrowszą na świecie. Za natką pietruszki nie przepadam,w sałatce tej smakuje wyjątkowo.Sałatka ta jest bardzo czasochłonna gdyż wszystko było posiekane bardzo drobniutko.Nadało jej to bardzo fajnego wyglądu. Zapach-Rewelacja!


Do tego pojawiło się również Danie mięsne- Kafta.  kuleczki z mielonego mięsa jagnięcego  oraz mieszanka przyprawowa. Jest to potrawa która idealnie sprawdza się również na grilla. Dzięki perfekcyjnemu doprawieniu smakuje wyjątkowo.Nie było za ostre,było doprawione na tyle by podkreślić smak.Jest to również dzięki przyprawą jakie w Polsce są nieosiągalne. Na stole również pojawiły się domowe frytki, jak i dramstiki w sosie miodowo-musztardowym. Wszystko było po prostu PALCE LIZAĆ .


Święta więc uważam za wyjątkowo udane. Plusem tego że się kończą jest tylko fakt że jeszcze jeden dzień a chyba bym pękła :D. Ale wszystko było tak dobre że nie dał się nie jeść. Bardzo fajne było to że mogłam poznać tradycyjne dania innej Narodowości ,jak również złożenie sobie życzeń. Bez znajomości języka. Jak określił to przyjaciel rodziny -Nie ważne jak-Ważne by były szczere.

Jak u Was po świętach?