czwartek, 9 sierpnia 2018

TARCZYCA/PODEJRZENIE NOWOTWORU/OPERACJA-moja Historia :)

Witajcie!
Znów dłuższy czas mnie nie było. Ale był to dla mnie intensywny czas. Chce się nim z Wami podzielić gdyż wiem że sama szukałam wielu informacji na ten temat na internecie. Właśnie tu szukałam ukojenia moich lęków, albo ich potwierdzenia. Samo słowo "nowotwór", "operacja" potrafi nas mocno przestraszyć.Wiadomo -każdy z nas przechodzi to inaczej ,ale ja  podzielę się swoją historią i mam nadzieje że komuś ona pomoże.



Parę lat temu wykryto u mnie sporą ilość guzów na tarczycy,podejrzenie nowotworu (gr III) sprawiło że olałam lekarzy. Myślałam że nie chodzenie do lekarza po prostu sprawi że ten problem zniknie. Nie wyobrażałam sobie że mogę się zgodzić na operację, Że mogę usłyszeć że zostało mi powiedzmy 2 lata życia. Że mogę mieć zleconą chemioterapię .Że będę musiała walczyć o swoje życie. Teraz z biegiem czasu uświadamia sobie człowiek jaki był głupi. Uświadomił sobie że Strach ma wieeelkie oczy.



Pewnego Dnia na mojej drodze stanęła osoba która umiała moje myślenie przekierować na odpowiedni tor. Pokazał mi że jednak to życie może być piękne i że czas wziąść się w garść i zmierzyć się z tym co siedzi w mojej tarczycy. Powtórne USG-sporo guzów przybyło przez czas w którym tego nie badałam. Powtórna Biopsja- Obraz cytologiczny z grupy zmian podejrzanych o nowotwór pęcherzykowy.(grupa IV) Kiedy odebrałam te wyniki zawalił mi się świat na chwile. Przez te dwa lata guzek się zmienił i wskoczył o stopień wyżej. Bardzo się bałam tego że teraz gdy jestem szczęśliwa , gdy wszystko się poukładało , zniszczy nowotwór. Pierwszy raz zaczęłam bać się tego że umrę. Na szczęście teraz miałam przy sobie osoby które mnie wspierały, które nie pozwoliły mi na użalanie się nad sobą. Gdy tylko zaczęłam użalać się nad sobą lub panikować szybko byłam sprowadzana na ziemie. Szybkie ustalenie terminu wizyty u chirurga onkologa i szybki termin operacji 01.08.18r.  Miałam miesiąc czekania, miesiąc myślenia i miesiąc wyolbrzymiania wszystkiego.



Powiem wam że najważniejsze to mieć przy sobie osoby które nas wspierają, które pokazują że mamy dla kogo walczyć . Wtedy jest Łatwiej. Wtedy możemy góry przenosić ;)Bez tego zapewne znów bym uciekła ... albo inaczej....bez tego zapewne nie zrobiłabym powtórnych badań po dziś dzień.


Nadszedł dzień gdy trzeba było zgłosić się do szpitala. To co miałam w głowie .....jest nie do opisania! Lęk, strach, myśl czy wszystko się uda.... Przez miesiąc oczekiwania oczytałam się tyle o skutkach ubocznych że miałam ochotę zapaść się pod ziemie. O porażeniu strun głosowych, że może być chrypka albo mogę w ogóle już nie mówić! że może dojść do krwotoku i że mogę się udusić .Na szczęście nie byłam sama . Cały czas była osoba która trzymała mnie za rękę , która cały czas wspierała i dodawała odwagi,ale i tupnęła nogą kiedy zaczynałam wariować.  Pierwszy dzień był dniem "administracyjnym" -podpisywanie papierków i odpowiadanie na pytania do ankiet zdrowotnych. Kolejnego dnia miałam być operowana.



Byłam wpisana jako 3 tego dnia do operowania. Ten czas oczekiwania był straszny! Myśl jak to będzie , co nas czeka, jak będzie po operacji ,czy bardzo będzie boleć . Gdybym miała czekać sama-oszalałabym . Po prostu bym zwiała jak mała dziewczynka. Wcale nie czułam się wtedy ani dorosła, ani odważna ani tym bardziej silna! Chciałam zapaść się pod ziemie. Gdy nadeszła chwila że przyszła po mnie pielęgniarka z informacją żebym się przygotowała to nogi miałam jak z waty. Gdy przekroczyłam drzwi sali operacyjnej czułam się bardzo zagubiona, przerażona. Ale i dodawało mi siły myśl że za drzwiami ktoś czeka . Za samiutkimi drzwiami czeka i się martwi. I z Przed operacji jeszcze jedynie pamiętam zastrzyk i informacje że może mi się w głowie zakręcić. i Tyle.i film się urywa. Takie dziwne uczucie.....wycięte z życiorysu ponad dwie godziny ;)



Gdy się obudziłam było już po wszystkim. Obudziła mnie maszyna mierząca ciśnienie. Po otwarciu oczu próbowałam skojarzyć gdzie jestem ,byłam na sali wybudzeń. Czułam się otumaniona , zmęczona i senna-ale nie obolała:) Czego się chyba najbardziej bałam . Nic mnie nie bolało , nie miałam problemu z oddechem. Operacja zaczęła się 11;15 a o 13;40 już byłam wieziona na swój oddział. Największym ukojeniem dla mnie było to że zaraz po otwarciu oczu zobaczyłam osobę którą kocham. Dawało mi to duże uczucie ukojenia, spokoju, bezpieczeństwa. Zaraz po operacji jedyne co to dokucza ból przełyku. ciężko przełykać, ciężko coś wypić , czy zjeść. Ale nie jest to jakoś bardzo straszne, idzie sobie z tym poradzić. Znieczulenie powoduje że pierwsze próby wstania są ciężkie. totalny helikopter w głowie, wszystko wiruje,i nie do końca wiemy czy to ciało na pewno jest nasze.ale jak się Wam uda wstać i zrobić pare kroków to potem jest już tylko lepiej.Nie wiem czy to za sprawą znieczulenia, czy to przez stres przedoperacyjny ale łzy leciały mi same do samego wieczora...I nie mogłam za nic nad nimi zapanować-leciały po prostu leciały . I jakbym się nie starała to leciały coraz bardziej. Pierwsza noc po operacji może sprawić spory dyskomfort bo od każdej strony odchodzą nam jakieś kabelki ;) Ja jestem jeszcze  osobą która nie potrafi zasypiać na plecach-pomimo otumanienia po lekach przeciwbólowych i znieczulenia -to była długa noc.



Ale wiecie co ? to wszystko nie jest takie straszne :) to wszystko da się przeżyć ;) Kolejna doba już jest dobą gdy dochodzimy do siebie .Wszelkie kabelki zostają nam usunięte a dren z rany wyciągnięty.-oczytałam się że to boli, że to straszne. Nie zgodzę się z tym. jest to może niemiłe uczucie ale trwa dosłownie ułamek sekundy.To doba gdzie czujemy się całkiem dobrze-może lekko wyczerpane.I  z Lekkim bólem podczas przełykania.A i trochę zachrypnięte .Mnie chrypka męczyła pierwsze 2 dni-jeszcze może wrócić podczas gojenia rany .Ale to już wszystko :) nic więcej strasznego się nie dzieje :) Ja już rano piłam kawkę z moim ukochanym a popołudniu jadłam kremówkę z przyjaciółką popijając kawką i plotkując w najlepsze :D 



Większość szczęściarzy kolejnego dnia jest puszczanych do domu (2doba po operacji) . No ale są takie przypadki jak mój... że ich pobyt się przedłuża ...Pobudka po 4 jak zwykle -pani pielęgniarka przy pobraniu krwi mówi że jak wyniki będą dobre to wychodzę do domu . No niestety ale moje przytarczyce po operacji prowadziły protest. Dla wyjaśnienia powiem że odpowiadają one za regulacje gospodarki wapniowej. To był moment kiedy wystraszyłam się dosyć mocno. Kiedy próbowałam wziąć telefon i nie mogłam,kiedy mi powykrzywiało palce , kiedy język zaczął drętwieć a stopy mrowić. I aż ciężko sobie wyobrazić że takie dolegliwości mogą nas złapać jak nam troszkę spadnie wapń.Tężyczka jest na tyle rzadkim zjawiskiem że przyszli oglądać mnie i moje ręce stażyści. Nie powiem żeby było to komfortowe uczucie ;). Na szczęście szybka reakcja lekarzy sprawiła że zaraz po podanej kroplówce wszystkie dolegliwości minęły. Ale niestety moje wyjście do domu zostało odsunięte. Mój kochany jak usłyszał o moich paluszkach tak szybko wyczytał co ma w sobie wapń i przybył do mnie z caaaałą reklamówką pyszności -zaczynając od jogurtów naturalnych, przez paluszki serowe i kończąc na szprotkach podwędzanych królewskich (w szkielecie tych rybek jest najwięcej wapna) 



Kolejne 4 dni walczyłam o podwyższenie wapna. Tabletkami,jogurtami,szprotkami i wszystkim innym. Tak bardzo było mi tęskno do domu. DO tej normalności. Do moich piesków,kotków, domu. I by móc zasypiać w swoim łóżku. Mój kochany oczywiście umilał mi pobyt w szpitalu jak tylko potrafił, przychodził, robił zakupy,dzwonił co 30 minut. Nawet przywiózł mi wiatraczek bo trafiłam na sporą falę upałów w szpitalu. Ale to wszystko było mało . Chciałam już wrócić do normalnego życia.


Jak to piszę jestem od 3 dni w domu. Życie nie do końca wróciło do normy, bo osoby które kochają i martwią się na to zbyt prędko nie pozwolą. Ale ja sama w sobie mogłabym już góry przenosić :)pobyt w szpitalu daje sporo do myślenia. Człowiek się napatrzyć może na naprawdę ludzkie tragedie. Ile jest osób przywiązanych do łóżka których nikt nie odwiedza....smutne ...bardzo smutne...


Wyników Histopatologicznych jeszcze nie odebrałam-jeszcze co najmniej 1.5 tygodnia. Ale wiecie co? co by tam nie było już się nie boję :) medycyna poszła tak do przodu w kategorii raka tarczycy że jest bardzo niewiele przypadków gdzie skrócił on życie, czy był uciążliwy . Mam przy sobie osoby które nie pozwolą mi się bać, gdzie nigdy nie pozostanę sama. I co bym nie zobaczyła w wynikach wiem że są osoby które przejdą to ze mną. tak samo jak będąc w szpitalu ani przez chwilę nie czułam się sama. 



Te które stoją przed wyborem -wycinać,nie wycinać- odpowiem WYCINAĆ. Nie ma się czego bać ! Jedynie co mogę doradzić to dobór dobrego chirurga i placówkę która jest zaopatrzona w neuromonitoring.I pamiętajcie strach ma wielkie oczy :)U mnie też miał -i każdy kto mi mówił że to tylko zabieg których robią baaardzo dużo miałam ochotę go zabić :D ale teraz jak jest już po wszystkim-POTWIERDZAM. To nic strasznego,nie boli, jedynie co na pierwsze dni zaopatrzcie się w tabletki do ssania jakie lubicie przy bolącym gardle. I pozbywamy się tego cholerstwa ! :D
Gdyby były pytania -miałyście jeszcze jakieś obawy-na wszystko odpowiem :)

5 komentarzy:

  1. Kochana jestes bardzo silna. NMoja siostra miała to samo tyle, że ma dzieci i jedno miało pół roku. Wpadnij i do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy dzieciach trzeba szybko wracac do sil :) pozdrowienia dla siostry i dla Ciebie

      Usuń
  2. Życzę zdrówka i dużo siły :* dzielna dziewczyna! Jestem dumna!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ściskam Cię zatem mocno. Cieszę się, że pokonałaś swoje lęki:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń

Każdy dodany przez was komentarz, to motywacja dla mnie do dalszego działania:)Dziękuję i zobowiązuje się zrewanżować tym samym jeśli tylko o tym będzie wspomniane:)

Każda obserwacja jest dla mnie bardzo dużą radością:D